1 lutego 2012

Secondhand

Lumpeksy, secondhandy, ciuchlandy, szmateksy… nazwa nie jest istotna, chodzi o tę samą ideę. W Polsce przeżywamy renesans sklepów z odzieżą używaną. Na każdym kroku,
w każdym mieście widnieją szyldy z napisem „zachodnia markowa odzież”. Wciąż przybywa zwolenników takich zakupów, powszechnie funkcjonuje również pojęcie „lumpingu”. Powstają nowe portale i serwisy zajmujące się rzeczami z odzysku, coraz więcej społeczności internetowych porusza tematykę ubrań z drugiej ręki. Skąd tak ogromne zainteresowanie? Jakie są zalety „lumpingu”? Jak właściwie zacząć?

Przyczyn, dla których ludzie decydują się odwiedzić tego rodzaju sklep jest bardzo wiele. Zachęca chłopak/dziewczyna/przyjaciółka, artykuł na znanym portalu czy ciekawa gazeta. Znajomi opowiedzą o swoich udanych zakupach i wcześniej czy później każdy z nas kiedyś tam trafi. Czasami klientami kieruje ciekawość, częściej jednak kupujący udają się do lumpeksu w konkretnym celu.

Ważna jest pierwsza wizyta i nie warto się zniechęcać, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli. Niejednokrotnie najpiękniejsze ubrania są uszkodzone, poplamione lub w rozmiarze 44-48. W secondhandach można znaleźć dosłownie wszystko, począwszy od zasłon, poduszek, przez zabawki i odzież dla klienta w każdym wieku i w każdym rozmiarze. Fenomen ciuchlandów tkwi przede wszystkim w atrakcyjnych cenach. Niektóre sklepy wyceniają pojedyncze sztuki, inne sprzedają towar na wagę. Zwykle najlepszy i najdroższy jest asortyment na początku tygodnia, tuż po dostawie, następnie proporcjonalnie tanieje, by w sobotę osiągnąć 50% ceny. Można kupić ubrania dobre gatunkowo, często nowe, jeszcze z metkami. Koneserzy wynajdą w nich unikalne kolekcje, odzież znanych, światowej sławy projektantów, takich jak: Versace, Gucci, Moschino czy Calvin Klein. To raj dla ludzi z wyobraźnią i fantazją, w szmateksach można zrealizować najskrytsze marzenia związane z modą.

Do lumpeksów wybierają się ludzie w różnym wieku i o różnym statusie społecznym. Już dawno minęły czasy, kiedy w sklepach z odzieżą z drugiej ręki zaopatrywały się tylko emerytki i biedota. Coraz częściej można tam spotkać młodych, kreatywnych ludzi, często
z bogatych domów, eleganckie kobiety, projektantów szukających inspiracji a nawet gwiazdy z pierwszych stron gazet.

Ubieranie się w lumpeksach to poniekąd sztuka. Trzeba mieć anielską cierpliwość, żeby kupić coś wyjątkowego i w swoim rozmiarze. Często udane zakupy polegają na przejrzeniu wszystkich wieszaków po kolei, ponieważ klienci mają zwyczaj odwieszać np. ubrania męskie do działu dziecięcego. Zwykle w ciuchlandach nie znajdziemy rzeczy z tego sezonu, ułożonych jak w butiku i podanych na tacy. Tu wszystko zależy od kreatywności. Zaopatrując się w secondhandach, mamy niemalże stuprocentową pewność, że żadna z naszych znajomych nie będzie miała takiej samej sukienki i zawsze będziemy wyglądać unikalnie. Odzież używana to nie tylko tani sposób na modny, nowoczesny styl ubierania się, ale także recepta na wyrażenie własnej indywidualności. W lumpeksie nie skompletuje się raczej całej garderoby, ale często można zaopatrzyć się w ciekawe dodatki, kupić kaszmirowy sweter czy spodnie Levis’a za złotówkę.

Zdecydowanie namawiam do lumpeksowych zakupów. Dzięki atrakcyjnym cenom możemy fundować sobie mnóstwo odzieżowych przyjemności. Każdy znajdzie tam dla siebie coś oryginalnego a wyobraźnia pomoże skonstruować ciekawe połączenie z garderobą zakupioną w tradycyjnych sklepach.

***

Dziś zestaw vintage. W roli głównej płaszcz, który ma już chyba z 30 lat. Wisiał u mnie w szafie bardzo długo, ale ostatnio szczególnie upodobałam sobie wszelkie ubrania typu oversize. Ten ma piękny fason i ciekawe dodatki w postaci złotych guzików. Nie wiem do kogo należał, ale ten ktoś musiał przywiązywać ogromną wagę do szczegółów, ponieważ ma staranne wykończenia i jedwabną podszewkę. Dziś w lumpeksie miałam ogromne szczęście i trafiłam na niezłą perełkę, finezyjny tweedowy płaszcz, rozmiar 40, zwykle noszę 34/36, ale ten ma tyle rozmaitych kieszeni, zamków i ogromny kołnierz, że leży całkiem nieźle 🙂 Niebawem zaprezentuję go na blogu 🙂 W tle murales, który widnieje na budynku Wydziału Filologicznego UG 🙂

coat – vintage Gilbert / boots – VENEZIA / bag – Stradivarius

fot. Gosia Michalak